Walczyła przez lata z otyłością. "Płakałam pół drogi do domu"
Przez lata zmagała się z otyłością, zaburzeniami hormonalnymi i brakiem akceptacji własnego wyglądu. Karolina Cwalina-Stępniak, przedsiębiorczyni i inwestorka, w rozmowie z reporterką Wirtualnej Polski Klaudią Sadurską opowiedziała o drodze do szczuplejszej sylwetki i wyzwaniach z tym związanych.
"Nie lubiłam swojego ciała"
Cwalina-Stępniak nie ukrywa, że przez długi czas bardzo krytycznie patrzyła na swój wygląd. Jej ciało zmieniało się pod wpływem choroby, problemów hormonalnych i wahań masy ciała. Jak przyznała, nie potrafiła zaakceptować tych zmian i otwarcie mówiła, że chce schudnąć. – Ja zawsze mówiłam o tym, że nie lubię siebie. Nie lubię swojego ciała, że zmieniło się ono w wyniku choroby, i chcę schudnąć – powiedziała.
Dlatego z dystansem podchodziła także do części przekazu związanego z ciałopozytywnością. Nie wierzyła, że każda osoba z otyłością rzeczywiście dobrze czuje się we własnym ciele. – Hejtowałam sama siebie, mówiąc, że mam gdzieś zdrowie, nie lubię siebie i chcę schudnąć – przyznała.
"Staję się dziewczyną, którą zawsze marzyłam być" Rozmowa z Karoliną Cwaliną-Stępniak
Jej zdaniem sytuację zmieniło pojawienie się leków stosowanych w leczeniu otyłości.
Leki na otyłość nie odbierają zasług
Przedsiębiorczyni sprzeciwia się przekonaniu, że schudnięcie dzięki lekom jest mniej wartościowe niż redukcja masy ciała wyłącznie za pomocą diety i ćwiczeń. Podkreśla jednak, że sama farmakoterapia nie powinna zastępować ruchu i zmiany codziennych nawyków. – W momencie, kiedy ktoś bierze leki, zmienia tryb życia, zaczyna ćwiczyć i tak dalej, to dlaczego ma z tego nie skorzystać? Ludzie lubią rozliczać innych. Niech najpierw siebie zaczną rozliczać – stwierdziła.
Sama również rozważała skorzystanie z takiego leczenia. Gdy leki pojawiły się na rynku, przyjmowała jednak silne preparaty psychotropowe. Później okazało się, że niektórych środków nie powinna ze sobą łączyć. Ostatecznie udało jej się schudnąć bez ich pomocy, ale nie wyklucza zastosowania farmakoterapii w przyszłości.
Konsekwencje odchudzania
Utrata masy ciała nie zakończyła jednak całej przemiany. Cwalina-Stępniak zdecydowała się na serię operacji plastycznych, których celem było usunięcie nadmiaru skóry. Przeszła zmniejszenie piersi, plastykę ramion, dolnej części brzucha oraz lifting ud. Planowała również zabieg górnej części brzucha.
Dopiero po operacjach zaczęła wyraźnie dostrzegać efekty wieloletniej pracy. Jak wspominała, widok zmienionej sylwetki wywołał u niej ogromne emocje. – Płakałam pół drogi do domu, bo nie mogłam uwierzyć, że właśnie z tego potwora, za którego się uważałam, nagle staję się dziewczyną, którą zawsze marzyłam, żeby być – powiedziała.
Na dotychczasowe zabiegi wydała około 100 tys. zł. Mimo że otwarcie mówiła zarówno o kosztach, jak i przebiegu operacji, nie spotkała się z falą krytyki. – Nie dostałam żadnej hejterskiej wiadomości, tylko takie, że gdybym miała czas i pieniądze, to też bym to zrobiła – przyznała.
Otyłość nie zawsze wynika z nadmiernego jedzenia
W rozmowie z Wirtualną Polską Cwalina-Stępniak podkreśliła, że jej problemy z wagą nie były wynikiem nieprawidłowego podejścia do jedzenia. Zmagała się między innymi z insulinoopornością, zaburzeniami hormonalnymi i dużymi wahaniami masy ciała. – Miałam zawsze dobry stosunek do jedzenia. Ja dobrze jem. Po prostu mój organizm był totalnie rozregulowany – powiedziała.
Jej zdaniem osoby z otyłością zbyt często obwiniają się wyłącznie o to, co jedzą. Tymczasem na masę ciała wpływają także choroby, hormony, leki oraz stan psychiczny. Sama przekonała się o tym podczas wieloletnich prób leczenia.
Przedsiębiorczyni nie popiera również dzielenia produktów na całkowicie dobre i złe. Uważa, że kluczowy jest umiar, a okazjonalne zjedzenie słodyczy lub fast foodu nie przekreśla zdrowego stylu życia. – Każda skrajność jest zła. Wszystko jest dla ludzi. Jeżeli raz na jakiś czas chcesz zjeść coś słodkiego, co lubisz, to bez przesady – oceniła.
Wygląd nie jest najważniejszy
Choć walka z otyłością i operacje stały się ważną częścią jej historii, Cwalina-Stępniak nie chce być definiowana wyłącznie przez wygląd. Jak podkreśliła, poczucie własnej wartości przez lata budowała na pracy, osiągnięciach i konsekwentnym realizowaniu planów.
Jednocześnie przyznała, że wygląd wpływa na sposób, w jaki ludzie oceniają innych. Zanim rozmówcy poznawali jej doświadczenie zawodowe, certyfikaty czy dorobek książkowy, zdarzało im się oceniać ją przez pryzmat sylwetki. – To pokazuje, że doprowadzam bitwy do końca. Nigdy w życiu na wyglądzie nie budowałam swojego poczucia wartości, tylko na działaniach, ale chciałam też dla siebie ładnie wyglądać – podsumowała.
Tę samą postawę chce przekazać swojej córce. Zależy jej, aby dziewczynka ufała sobie, podejmowała własne decyzje i nie rezygnowała z prób tylko dlatego, że inni mogą je ocenić. – Żeby robiła swoje po swojemu, słuchała najpierw siebie i jeżeli w coś wierzy, to ma po prostu spróbować – powiedziała.