Monika Hoffman-Piszora prowadzi Instagram ''Dzieciaki Cudaki"© Licencjodawca

"Słyszymy, że cieszymy się, że Henio i Dorka mają zespół Downa"

Karolina Rozmus
Karolina Rozmus

Monika Hoffman-Piszora to mama pięciorga dzieci, w tym dwojga z zespołem Downa. Codziennością swojej rodziny dzieli się za pośrednictwem Instagrama, pokazując, że "życie dzieci z zespołem Downa jest piękne".

Jesteście rodziną nietypową, pięcioro dzieci, w tym dwoje z zespołem Downa, z czego jedno dziecko pochodzi z adopcji. Czy takim rodzinom jest w Polsce trudno?

Nasze życie nawet nam wydaje się niezwykłe. Ale czy nam jest trudno? Nie wiem, nie znam innych rodzin, w których jest tyle dzieci, w których jest aż dwoje z zespołem Downa. Takie dzieci wymagają większej uwagi, my jako rodzice musimy włożyć więcej pracy w ich rozwój. A przecież mamy jeszcze trójkę dzieci normatywnych, które także potrzebują naszej uwagi. Najtrudniejsza chyba w tym wszystkim jest logistyka i ułożenie czasu w taki sposób, by żadne dziecko nie czuło się pominięte czy wykluczone.

Co czuje rodzic, który dowiaduje się, że jego dziecko ma lub może mieć zespół Downa?

Dowiedzieliśmy się tego w drugiej dobie po porodzie. Neonatolog powiedział mi ściszonym głosem, że Henio prawdopodobnie ma zespół Downa i musimy zrobić badania genetyczne. Lekarka nie miała czasu, żeby ze mną porozmawiać, a ja wracając na salę, rozpłakałam się. Bardzo się bałam, miałam poczucie, że nie jestem odpowiednią osobą do opieki nad dzieckiem z zespołem Downa, i że po prostu nie dam sobie rady jako matka. Te uczucia przezwyciężyły słowa mojego męża, który niedługo później pojawił się w szpitalu i powiedział po prostu: "Kto jak nie ty?".

I tak jak przez całą ciążę nie czułam instynktu macierzyńskiego, tak w tamtym momencie oszalałam z miłości do Henia. Wszystko zaczęło mi się układać w głowie. Bardziej martwiłam się wówczas, że ktoś mógłby moje dziecko krytycznie ocenić, że ktoś powie: "Ojej 'zespolak', mogła go wyskrobać". Zaczęłam się na to nakręcać, włączył mi się tryb walki i powiedziałam sobie, że nie pozwolę nigdy skrzywdzić Henia. Wróciłam na oddział z zupełnie innym nastawieniem, spokojniejsza, przekonana o tym, że sobie poradzę.

Czy ten spokój to też zasługa wsparcia z zewnątrz?

W pierwszych dniach życia Henia poza diagnozą od personelu medycznego w szpitalu nie otrzymałam nic więcej. A spodziewałam się pytań o to, czy na badaniach prenatalnych nie wyszło na jaw, że dziecko będzie miało zespół Downa. Tymczasem nic, traktowano moje dziecko jak każde inne. Ale też nikt mi nie powiedział słów w stylu: "Wszystko będzie dobrze, proszę się nie martwić".

Pierwsze dni po porodzie, zderzenie z diagnozą. Wydawałoby się, że to będzie szok – dla pani, dla rodziny i znajomych...

Byłam tak walecznie nastawiona i oszalała z miłości do Henia, że nie było we mnie ani rozpaczy, ani smutku czy rozczarowania. Bliscy, którzy odwiedzali mnie i Henia w tych pierwszych dniach od razu przejęli te emocje. Wszyscy się cieszyli, że Henio jest z nami. Bardzo dobrze wspominam ten okres.

Narodziny dziecka z zespołem Downa i niedługo później myśl o adopcji. Czy ta decyzja wymagała dużej odwagi?

O adopcji rozmawialiśmy jeszcze przed ślubem, zanim zostaliśmy parą. Deklarowałam wtedy, że w bliżej nieokreślonej przyszłości pragnę adoptować dziecko. Gdy Henio miał niecały rok, a ja byłam w ciąży z drugim dzieckiem, powróciłam do tych myśli. Mieliśmy z mężem obawy, że w naszym przypadku adopcja nie będzie łatwa, ale postanowiliśmy spróbować.

Henio i Dorka urodzili się z zespołem Downa
Henio i Dorka urodzili się z zespołem Downa© Licencjodawca

Adopcja to jedno, ale adopcja dziecka z zespołem Downa dla wielu osób wydaje się karkołomnym pomysłem.

Pewnego dnia mój mąż powiedział: "Zadzwoń w końcu do ośrodka adopcyjnego i powiedz, że jesteśmy chętni", po czym zaproponował, żebyśmy adoptowali dziecko z zespołem Downa. Byłam w szoku, ale jednocześnie od razu poczułam, że Wojtek otworzył mi oczy, i że to jest to, czego pragnę. Już następnego dnia skontaktowałam się z ośrodkiem, przedstawiłam naszą sytuację, ale zataiłam fakt, że jestem w ciąży. Bałam się, że to zmniejszy nasze szanse. Ponad miesiąc później Dorka była już z nami.

Jak wygląda wasze życie w social mediach?

Często zarzuca nam się idealizowanie naszego życia. Słyszymy takie opinie, że życie z dzieckiem dotkniętym wadą wygląda zupełnie inaczej. Czasami słyszymy, że wręcz cieszymy się, że Henio i Dorka mają zespół Downa. Wiele osób próbuje nam uświadomić, że wcale nie mamy powodów do radości, ostrzegają nas, że z czasem będzie trudniej. I tak od czasu do czasu pojawia się ktoś, kto nam mówi: "Przekonacie się za pół roku, przekonacie się za rok i tak dalej".

A stereotypy dotyczące zespołu Downa wciąż mają się w Polsce dobrze?

Myślę, że jest coraz lepiej, odrobiliśmy pewną lekcję i widać to zwłaszcza wśród młodych osób. Ja się niezmiernie cieszę, że coraz częściej osoby z zespołem Downa są pokazywane, pojawiają się w przestrzeni publicznej. Te dzieci przestają być ukrywane przed ludzkimi oczyma. Wciąż jednak jest ogrom pracy do włożenia, by zmienić myślenie o zespole Downa. Uświadomiłam to sobie całkiem niedawno, kiedy byłam na kolacji z grupą starszych osób. Informacja o tym, że mam dzieci z zespołem Downa wyzwoliło w nich jedną reakcję – to były wyrazy współczucia.

W świetle tego, co się dzieje w Polsce, coraz więcej kobiet boi się zachodzić w ciążę. Najnowsze dane CBOS-u pokazują, że 70 proc. deklaruje, że nie chce zostać matką, część z nich to pewnie kobiety, które boją się, że będą musiały urodzić i żyć z dzieckiem z zespołem Downa.

Dlatego najważniejsza jest edukacja, musimy wiedzieć, że zespół Downa to nie jest choroba, musimy to pokazywać, musimy o tym mówić. Te dzieci mogą się świetnie rozwijać i mogą wspaniale funkcjonować w społeczeństwie.

Henio i Dorotka – jacy są dzisiaj?

Henio niedługo skończy 5 lat, Dorka 4 lata i oboje są obecnie bardzo uparci. Ale są też niezwykle empatyczni i to bardzo mocno widać, gdy porównam tę dwójkę z naszymi pozostałymi dziećmi. Oni potrzebują więcej uwagi, zauważenia ich, przytulenia. Jeśli jest się z nimi, to trzeba im poświęcić 100 proc. uwagi. Ale tak samo jak inne dzieci chcą być docenione. Cała piątka jest ze sobą bardzo zżyta.

Czy w takiej gromadce dzieci, mama ma czas i przestrzeń dla siebie?

Tak i to jest bardzo ważne. Gdybym nie miała odskoczni i czasu do siebie, to chyba bym zwariowała. Musi być taki moment, żebym nie musiała myśleć o dzieciach. Żeby być dobrą mamą, muszę też być kobietą, czasem zupełnie odciętą od rodziny. I mój mąż czuje to samo, więc oboje staramy się dawać sobie przestrzeń tak, żeby każde z nas mogło odetchnąć.

Co może powiedzieć mama dwójki dzieci z zespołem Downa innym matkom, których dzieci również mają dodatkowy chromosom?

Nigdy nie chciałam nikomu dawać żadnych rad ani pocieszać. Dla jednego dziecko z zespołem Downa może być dramatem i moje słowa niczego nie zmienią. Ale wiem, że mój Instagram zmienia myślenie, bo bardzo często dostaję wiadomości od kobiet, które w ciąży dowiedziały się, że ich dziecko będzie miało wadę. One piszą mi, że dzięki mnie i naszym dzieciakom, się nie boją, czują spokój, a nawet się cieszą, bo widzą, że to takie same dzieci jak dzieci normatywne, potrzebują tego samego i tak samo wiele mogą dać rodzicom. To jest dla mnie niesamowite. Czasem, gdy mam już dość życia w social media i dostaję taką wiadomość, to czuję, że mogę znów działać dalej.

Dzięki wam dzieci z zespołem Downa i ich potrzeby przestały być niewidzialne?

Adopcja dzieci z zespołem Downa w końcu ruszyła. To nie było trudniejsze niż adopcja dziecka normatywnego, ale po prostu nikt o tym wcześniej nie myślał. I takie wiadomości też dostawałam - z informacją, że dzięki takim ludziom jak my, ktoś się zdecydował na adopcję dziecka z zespołem Downa. Uznaję to za jeden z naszych największych sukcesów.

Czy do takiej adopcji trzeba mieć szczególne predyspozycje jako człowiek?

Dokładnie takie same jak przy adopcji dziecka normatywnego, choć oczywiście procedury wyglądają nieco inaczej. Są krótsze, bo z uwagi na dobro dziecka robi się tak, by trafiło ono od razu do rodziny zamiast do ośrodka czy ZOL-u. Mamy też w Polsce coraz więcej lekarzy, którzy w swoim wolnym czasie starają się pomóc takim dzieciom, bo jak wiadomo - pomocy systemowej nie mamy żadnej. Państwo nie robi nic, robią to tylko osoby prywatne, z dobroci serca.

Źródło artykułu:WP abcZdrowie

Wybrane dla Ciebie

"To było moje osobiste dno"

"To było moje osobiste dno"

ZLUDZKATWARZA.ABCZDROWIE.PL

Tak piją Polacy pracujący zdalnie

Tak piją Polacy pracujący zdalnie

ZLUDZKATWARZA.ABCZDROWIE.PL

Po pierwsze pozory. Oto jak piją Polki

Po pierwsze pozory. Oto jak piją Polki

ZLUDZKATWARZA.ABCZDROWIE.PL

Czy czerwone wino jest dobre dla serca?

Czy czerwone wino jest dobre dla serca?

ZLUDZKATWARZA.ABCZDROWIE.PL

"Uśmiech prosecco". Stomatolog ostrzega

"Uśmiech prosecco". Stomatolog ostrzega

ZLUDZKATWARZA.ABCZDROWIE.PL